Teoria zdechłego konia to satyryczna, a zarazem niezwykle trafna metafora, która pokazuje, jak ludzie, społeczności, organizacje próbują rozwiązywać nierozwiązywalne problemy, unikając tego, co oczywiste: koń zdechł – zejdź z niego.
Główna myśl jest prosta: jeśli uświadamiasz sobie, że siedzisz na martwym koniu, najbardziej rozsądną decyzją będzie zejść i ruszyć dalej.
Jednak w rzeczywistości często robimy coś zupełnie przeciwnego – zaprzeczamy faktom i kurczowo trzymamy się iluzji, marnując czas, energię i zasoby na próby tchnienia życia w coś, co już dawno umarło (lub nigdy nie było prawdziwe). Zazwyczaj działamy w taki sposób:
- Kupujemy nowe siodło dla zdechłego konia, licząc, że to coś zmieni.
- Zmieniamy mu dietę, choć od dawna już nie je.
- Wymieniamy jeźdźca, wierząc, że problem tkwi w osobie na grzbiecie.
- Zwalniamy stajennego i zatrudniamy nowego, spodziewając się lepszego efektu.
- Uruchamiamy programy szkoleniowe dla zdechłych koni, oczywiście z większym budżetem.
- Rewidujemy definicję słowa „martwy”, przekonując siebie, że koń jeszcze ma potencjał.
A do tego jeszcze:
- Wmawiamy sobie, że jest nadzieja i trzeba tylko chwilę poczekać.
- Okładamy zdechłego konia mocniej, jakby to kwestia motywacji.
- Mówimy: „Zawsze tak jeździliśmy!”
- Organizujemy konferencje i warsztaty pt. „Jak wskrzesić konia”.
- Tłumaczymy sobie i innym, że nasz zdechły koń to i tak najlepsze, co mogliśmy mieć.
- Siadamy obok i błagamy: „Nie bądź zdechły, proszę…”
- Kupujemy drogie akcesoria, by stworzyć iluzję ruchu.
- Zmieniamy kryteria: „zdechły” to teraz dopiero taki, który już się rozkłada.
- Zbieramy kilka zdechłych koni w stadko, licząc, że w grupie będzie lepiej.
- Wynajmujemy ekspertów od zdechłych koni.
Brzmi absurdalnie? A jednak właśnie tak często postępujemy w życiu, kiedy nie potrafimy odpuścić jałowych spraw, martwych pomysłów, wypalonych relacji, czy przestarzałych modeli działania. Nie przyznajemy się do oczywistego, bo to boli. Bo tak jest wygodniej. Bo wstyd się przyznać. A prawda jest prosta i bezlitosna: koń zdechł – zejdź z niego.

Tym „zdechłym koniem” może okazać się wszystko: własna tożsamość, życiowe cele, związek, a nawet praca nad sobą, czy duchowy rozwój. Ważne, by przyznać się przed samym sobą do tego, że coś nie działa jak trzeba. I choć nie jest to łatwe, by przestać się oszukiwać – to warto, o czym mówi Pan G. tymi słowami:
„Człowiek musi przede wszystkim zrozumieć pewne rzeczy. Ma tysiące fałszywych wyobrażeń i błędnych przekonań, głównie na swój temat, i musi pozbyć się niektórych z nich, zanim zacznie przyswajać coś nowego.
W przeciwnym razie „nowe” będzie oparte na błędnych podstawach, a rezultat będzie jeszcze gorszy niż poprzednio. Mówienie prawdy jest najtrudniejszą rzeczą na świecie; aby mówić prawdę, trzeba długo i intensywnie się uczyć.
Samo pragnienie nie wystarczy. Aby mówić prawdę, trzeba wiedzieć, czym jest prawda, a czym kłamstwo, i to przede wszystkim w stosunku do siebie. A tego nikt nie chce wiedzieć”. ~ Gurdżijew.
Nie dokarmiaj Księżycowych iluzji. Nie dekoruj pustki. Przyznaj się. Pożegnaj. Podziękuj. Zbuduj postać centralną na solidnym fundamencie. I idź dalej – żywy, przytomny i wolny.
| SESJA ☀ DZISIAJ |
|---|
| HOLISTYCZNE SPA W HARMONICZNEJ FALI |



W perspektywie 4 Drogi ta ilustracja to prawdziwy cymes;)
Koń – dusza, wyśniona z plastiku fantazji w wacie z poezji śpiewanej, wóz/bryczka – ciało podrobione różnego rodzaju upiększeniami i „woźnica ja” czyli ego w stylu Barbie (lub Kena).
Ilustracja pokazuje nawet więcej niż byśmy chcieli;) Bo oto ego woźnicy rozrośnięte w tej bryczce tak, że miejsca dla „pana”- Świadomości już brak. Typowy obraz przeciętnego człowieka z aspiracjami „wybrańca”, przebudzonego płatka śniegu, człeka sukcesu, itd.
To właściwie trumna, która o własnych siłach ciągnie się na cmentarz, bo to życia ma tyle ile zdechły koń. I cytacik:
„Człowiek musi przede wszystkim zrozumieć pewne rzeczy. Ma tysiące fałszywych wyobrażeń i błędnych przekonań, głównie na swój temat, i musi pozbyć się niektórych z nich, zanim zacznie przyswajać coś nowego”. /Gurdżijew/