Przejdź do treści

Multiverse. Bramy punktu zerowego.

Wyobraź sobie, że znajdujesz się w miejscu poza czasem, z którego możesz kontrolować swoją przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Zobacz koncepcję multiverse, dzięki której zrozumiesz, że wchodząc w harmoniczną przestrzeń kwantowej ciszy punktu zerowego, możesz osiągnąć nowy poziom samokreacji.

Redakcja na podstawie materiałów z grupy badawczej quantum.merhlin.com,
artykułu Yasunori Nomura
z naszymi uzupełnieniami zaznaczonymi kursywą.

Wielu kosmologów i fizyków uważa, że to, co nazywamy Wszechświatem, może być tylko drobna częścią znacznie większej struktury – wieloświata. Zgodnie z tą koncepcją istnieje wiele wszechświatów, a zasady, które uznaliśmy kiedyś za podstawowe prawa fizyki, są w każdym z nich różne. Dla przykładu, rodzaje i własności cząstek elementarnych w każdym wszechświecie mogą być odmienne, jak i prawa uniwersalne, tworzące określoną rzeczywistość.

Koncepcja multiverse wynika z hipotezy, że bardzo młody Wszechświat rozszerzał się ekspansywnie. W tym okresie, zwanym „inflacją”, w niektórych obszarach przestrzeni gwałtowna ekspansja ustała wcześniej niż gdzie indziej; w ten sposób powstały „wszechświaty bąbelkowe” – zupełne jak bąbelki we wrzącej wodzie.

Nasz Wszechświat byłby jednym z tych bąbelków, a oprócz niego byłoby nieskończenie wiele innych. Koncepcja, że cały nasz Wszechświat jest tylko częścią znacznie większej struktury, nie jest sama w sobie aż tak dziwaczna, jakby się mogło wydawać. Dotychczas naukowcy wielokrotnie stwierdzali, że świat, który widzimy swoimi oczami, różni się znacznie od prawdziwego.

Jednakże idea multiverse, z nieograniczoną liczbą światów bąbelkowych, stanowi poważny problem teoretyczny: wydaje się, że hipoteza inflacji nie ma zdolności predykcyjnych – a taki jest podstawowy wymóg każdej użytecznej teorii. Według jednego z twórców teorii inflacji, Alana Gutha z Massachusetts Institute of Technology, „we wszechświecie, w którym zachodzi wieczna inflacja, wszystko, co może się zdarzyć, rzeczywiście się zdarzy – a faktycznie zdarzy się nieskończoną liczbę razy”.

Dla wszechświata pojedynczego, w którym zjawiska zachodzą skończoną liczbę razy, naukowcy mogą obliczyć względne prawdopodobieństwo pewnego zdarzenia względem jakiegoś innego, porównując, ile razy wystąpi jedno i drugie. Jednakże dla wieloświata, w którym wszystko zdarza się nieskończoną liczbę razy, takie obliczenia nie są możliwe i nie można stwierdzić, że coś jest bardziej prawdopodobne od czegoś innego. Można przewidzieć dowolny fakt i w którymś z wszechświatów na pewno się on wydarzy, ale nie mówi to nic o tym, co się będzie dziać w naszym własnym Wszechświecie.

Fizycy od dawna martwią się brakiem mocy przewidywania. Niektórzy badacze, łącznie ze mną, stwierdzili ostatnio, że, paradoksalnie, teoria kwantowa – która, w odróżnieniu od koncepcji wieloświata, zajmuje się najmniejszymi istniejącymi cząstkami – może wskazać drogę do rozwiązania problemu.

Konkretnie, kosmologiczny obraz wiecznej inflacji multiverse może być równoważny matematycznie jednej z interpretacji mechaniki kwantowej – tak zwanej „interpretacji wielu światów” – która usiłuje wyjaśnić fakt, że cząstka wydaje się pojawiać w wielu miejscach równocześnie. Jak zobaczymy, taki związek obu hipotez nie tylko rozwiązuje problem przewidywalności, ale może tez ujawnić zdumiewające zasady rządzące czasem i przestrzenią.

Wiele światów kwantowych

Na koncepcje odpowiedniości dwóch hipotez wpadłem po przeanalizowaniu zasad interpretacji wielu światów. Pomysł ten powstał w celu wyjaśnienia pewnych najdziwniejszych aspektów fizyki kwantowej. W świecie kwantowym – który wymyka się naszemu liniowemu umysłowi – zasada przyczyny i skutku działa odmiennie niż w świecie makroskopowym, a wynik każdego procesu ma zawsze charakter probabilistyczny/prawdopodobny.

W doświadczeniu makroskopowym możemy przewidzieć, dokąd doleci piłka, jeśli tylko znamy punkt, z którego ją wyrzucono, prędkość początkową i kilka innych czynników. Gdyby jednak piłka była cząstką kwantową, moglibyśmy tylko stwierdzić, jaka jest szansa, że dotrze ona w jedno miejsce, a jaka, że w inne. Tej sytuacji nie zmieniłaby lepsza znajomość cech piłki, ruchów powietrza i innych szczegółów – jest to wewnętrzna cecha świata kwantowego. Dokładnie ta sama piłka, rzucana w dokładnie takich samych warunkach, czasami trafi w punkt A, a czasami w punkt B. Chyba, że rzucający piłką znajduje się w punkcie między wymiarami, w którym dokładnie może zaprojektować współrzędne lądowania piłki. Może się to wydawać dziwne, ale prawa mechaniki kwantowej zostały potwierdzone przez niezliczone doświadczenia i są prawdziwym opisem działania natury w skali subatomowych cząstek i sił.

W świecie kwantowym piłka, po wykonanym rzucie, ale jeszcze zanim stwierdzimy, gdzie wylądowała, znajduje się w tak zwanej superpozycji stanów wyjściowych A i B. Oznacza to, że nie jest ani w punkcie A, ani w punkcie B, ale w probabilistycznej mgle obu punktów (a także wielu innych). Kiedy jednak na nią spojrzymy i będziemy wiedzieć, że jest w jakimś miejscu – na przykład w punkcie A – to każdy, kto interesuje się piłką, również stwierdzi, że jest ona w punkcie A. Innymi słowy, zanim przeprowadzimy pomiar układu kwantowego, wynik doświadczenia jest niepewny, ale później wszystkie kolejne pomiary będą dawać ten sam wynik co pierwszy. Ta część eksperymentu pokazuje nam, że działając z poziomu przestrzeni międzywymiarowej, możemy dokładnie określić skutek każdego działania i wybrać jedną z możliwości. Temu służy właśnie nauka nawigacji po multiverse przy pomocy współrzędnych, określonych celem sesji.

W konwencjonalnym podejściu do mechaniki kwantowej, zwanym interpretacją kopenhaską, uważa się, że pomiar zmienił stan układu z superpozycji stanów w stan A. Jednakże interpretacja kopenhaska, mimo że dzięki niej można przewidzieć wyniki doświadczeń laboratoryjnych, prowadzi do trudności koncepcyjnych. Czym tak naprawdę jest „pomiar” i dlaczego jest on w stanie zmienić stan układu z superpozycji różnych możliwości w pojedynczą pewność? Z naszych doświadczeń z nawigacją w muiltiverse wynika, że pomiar, jak każde świadome działanie, ma wpływ na ciągi przyczynowo-skutkowe. Czy zmiana zachodzi, gdy na układ patrzy pies albo mucha? Tak, zwierzęta posiadają świadomość, więc świadomie zmieniają swoją rzeczywistość. Czy też ludzie, świadomie badający stan układu, maja jakieś szczególne znaczenie? Każde świadome działanie ma znaczenie.

W 1957 roku Hugh Everett, który podówczas był doktorantem na Princeton University, opracował interpretację wielu światów, która elegancko rozwiązuje ten problem, choć początkowo była wyśmiewana, a i obecnie jest mniej popularna niż interpretacja kopenhaska. Kluczowym pomysłem Everetta było przyjęcie, że stan układu kwantowego odzwierciedla stan całego Wszechświata, dlatego w kompletnym opisie pomiaru musimy uwzględnić obserwatora.

Innymi słowy, nie możemy rozważać w izolacji piłki, dłoni, która ja rzuca i wiatru – musimy także uwzględnić osobę, która sprawdza miejsce lądowania, a także wszystkie obiekty w Kosmosie w danej chwili. W tej koncepcji stan kwantowy po przeprowadzeniu pomiaru nadal jest superpozycją – jednak nie superpozycją dwóch miejsc lądowania, ale dwóch całych światów! W pierwszym świecie obserwator stwierdza, że układ jest w stanie A i dlatego wszyscy w tym właśnie świecie uzyskają wynik A. Kiedy jednak dokonywano pomiaru, inny wszechświat wyłonił się z pierwszego, a w nim obserwatorzy stwierdzają, że piłka wylądowała w punkcie B. Efekt ten tłumaczy, dlaczego obserwator – niech to będzie człowiek – myśli, że wykonany przez niego pomiar zmienia stan układu; natomiast faktycznie, kiedy przeprowadza pomiar (oddziałuje z układem), dzieli się na dwie osoby, które żyją w dwóch różnych równoległych wszechświatach odpowiadających dwóm różnym wynikom: A i B. Dokładniej, z naszych obserwacji wynika, że człowiek żyje w nieskończonej ilości wymiarów, po których może podróżować punktem świadomości.

multiverse
Możemy tworzyć swoją rzeczywistość w 100% świadomie

Zgodnie z taką interpretacją, ludzie przeprowadzający pomiary tworzą nowe światy, zgodne z ich planem. Stan całego świata bezustannie rozszczepia się na wiele możliwych światów równoległych, które koegzystują jako superpozycja. Ludzki obserwator, będący częścią natury, nie może wydostać się z tego cyklu w inny sposób, jak tylko przez bramę międzywymiarową, której centrum jest punkt zerowy.

Co wspólnego ma taka interpretacja mechaniki kwantowej z omówionym wcześniej wieloświatem, który ma istnieć w ciągłej rzeczywistej przestrzeni, a nie w równoległych realiach? W 2011 roku argumentowałem, że wieloświat z wieczną inflacją i interpretacja mechaniki kwantowej w stylu Everetta są, w pewnym sensie, tą samą koncepcją. W takim podejściu nieskończenie rozległa przestrzeń, związana z wieczną inflacją, jest czymś w rodzaju „iluzji” – wszechświaty bąbelkowe nie istnieją w pojedynczej rzeczywistej przestrzeni, ale są różnymi gałęziami probabilistycznego drzewa. Mniej więcej w tym samym czasie podobną ideę wysunęli Raphael Bousso z University of California w Berkeley i Leonard Susskind ze Stanford University. Jeśli jest ona prawdziwa, interpretacja wielu światów będzie oznaczać, że prawa mechaniki kwantowej nie obowiązują wyłącznie w mikroświecie, ale odgrywają też podstawową rolę w kształtowaniu ogólnej struktury wieloświata nawet w największych skalach. Nasze badania również potwierdzają, że podstawowe prawa uniwersalne są fundamentem całej rzeczywistości, obojętnie od skali /mikro i makro/, w której ją rozpatrujemy.

Dylemat czarnych dziur

Aby lepiej wytłumaczyć, jak interpretacja wielu światów może opisywać inflacyjny multiverse, muszę zrobić krótką dygresję na temat czarnych dziur. Czarne dziury to ekstremalne zakrzywienia czasoprzestrzeni, w których potężna grawitacja nie pozwala uciec wpadającym do nich obiektom. Są one idealnym poligonem testowym fizyki zajmującej się silnymi efektami kwantowymi i grawitacyjnymi. Eksperyment myślowy z czarnymi dziurami pokazuje, gdzie zawodzi tradycyjny sposób myślenia o multiverse, a przewidywania stają się niemożliwe.

Wyobraźmy sobie, że do czarnej dziury wrzucamy książkę i obserwujemy z daleka, co się dzieje. Z teorii wynika, że chociaż sama książka nigdy nie wydostanie się z czarnej dziury, to zawarta w niej informacja nie zostanie stracona. Co prawda, czarna dziura zniszczy książkę, ale potem wyparuje, emitując słabe promieniowanie (zwane promieniowaniem Hawkinga, przewidziane przez fizyka Stephena Hawkinga z University of Cambridge). Zewnętrzni obserwatorzy będą mogli odtworzyć wszystkie informacje zawarte w książce, analizując wyemitowane promieniowanie. Nawet zanim czarna dziura kompletnie wyparuje, informacje z książki będą powoli wyciekać w postaci promieniowania Hawkinga.

Jeżeli jednak spojrzymy na tę samą sytuację z punktu widzenia kogoś, kto wpada do czarnej dziury razem z książką, stanie się rzecz dziwna. W tym przypadku książka przeleci przez brzeg czarnej dziury i pozostanie w jej wnętrzu. A zatem, dla obserwatora wewnętrznego informacje z książki będą zamknięte w czarnej dziurze na zawsze. Z drugiej strony, właśnie stwierdziliśmy, że z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego informacje znajdą się na zewnątrz.

Co jest prawdą? Można by podejrzewać, że informacje zostaną po prostu powielone – jedna kopia pozostanie wewnątrz, a druga znajdzie się na zewnątrz. Takie rozwiązanie jest jednak niemożliwe. W mechanice kwantowej obowiązuje tak zwane twierdzenie o zakazie klonowania, zgodnie z którym nie można wykonać wiernej kopii informacji. Wydaje się więc, że dwie różne sytuacje, widziane przez dwóch obserwatorów, nie mogą być jednocześnie prawdziwe.

W tym miejscu otwiera się bardzo ważny doświadczalny fakt, że nie ma sensu klonowania informacji w rzeczywistości wieloświatów, które poprzez bramy punktu zerowego łączą się nie tylko ze sobą, ale z całym polem informacyjnym, w którym wszystko jest zapisane i dostępne dla istot, które posiadły wiedzę o międzywymiarowych bramach.

Z tej wspólnej przestrzeni informacyjnej, istniejącej poza czasem i przestrzenią, korzysta nasz Holograf oraz moduł diagnostyczny, który pobiera dane z tej przestrzeni poprzez hologram uczestnika sesji. Moduł łączy się z jego danymi w polu informacyjnym (nazywanym Archiwum, akasha, pole informacyjne), gdzie zapisywane są wszystkie dane z biosfery Ziemi oraz całego multiverse).

Fizycy Gerard ‘t Hooft z Universiteit Utrecht w Holandii, Susskind oraz ich koledzy, zaproponowali następujące rozwiązanie: obie obserwacje mogą być poprawne, ale nie w tej samej chwili. Jeśli jesteś odległym obserwatorem, to informacje są na zewnątrz. Nie możesz opisać wnętrza czarnej dziury, bowiem nie jesteś w stanie go zobaczyć; co więcej, aby nie nastąpiło klonowanie informacji, musisz uznać, że wewnętrzna czasoprzestrzeń nie istnieje. Z kolei, jeśli jesteś obserwatorem wpadającym do czarnej dziury, dostępne dla Ciebie jest tylko wnętrze, w którym znajduje się książka i zawarte w niej informacje.

Taki ogląd sytuacji jest możliwy jednak tylko wtedy, gdy zignorujemy emitowane przez czarną dziurę promieniowanie Hawkinga. Taka koncepcja jest dopuszczalna, ponieważ przekroczyłeś granicę czarnej dziury i jesteś uwięziony w jej wnętrzu, a zatem odcięty od promieniowania wysyłanego na zewnątrz. Oba punkty widzenia są ze sobą spójne; brak spójności pojawia się tylko wtedy, gdy w sposób sztuczny będziemy usiłowali „zszyć” oba obszary, czego nie da się zrobić fizycznie (bowiem nie możesz być jednocześnie obserwatorem zewnętrznym i wpadającym do czarnej dziury).

Horyzonty kosmologiczne

Może się wydawać, że powyższa łamigłówka z czarnymi dziurami nie ma żadnego związku z problemem, w jaki sposób powiązać multiverse z interpretacją wielu światów. Okazuje się jednak, że granica czarnej dziury jest pod wieloma względami podobna do tak zwanego horyzontu kosmologicznego – granicy obszaru czasoprzestrzeni oraz bramy punktu zerowego, z której możemy otrzymywać sygnały/informacje.

Horyzont taki istnieje, bowiem przestrzeń rozszerza się, a obiekty spoza tej granicy oddalają się z prędkością większą niż prędkość światła, dlatego żadna wiadomość od nich nie może do nas dotrzeć. Sytuacja przypomina zatem czarną dziurę z punktu widzenia odległego obserwatora. Podobnie jak w przypadku czarnej dziury, prawa mechaniki kwantowej powodują, że dla obserwatora znajdującego się wewnątrz horyzontu nie istnieje czasoprzestrzeń po drugiej stronie granicy – w tym przypadku zewnętrze horyzontu kosmologicznego. Gdybyśmy uwzględnili tę czasoprzestrzeń, a także informacje, które później uzyskamy z horyzontu (na zasadzie podobnej, jak działa promieniowanie Hawkinga w przypadku czarnej dziury), to mielibyśmy nadmiar informacji. Wynika z tego, że każdy opis kwantowego stanu Wszechświata powinien odnosić się tylko do obszaru ograniczonego przez horyzont. W szczególności oznacza to, że w każdym spójnym opisie Kosmosu nieskończona przestrzeń nie może istnieć.

Jeżeli stan kwantowy odzwierciedla jedynie obszar wewnątrz horyzontu, co się dzieje z multiverse, o którym myśleliśmy, że znajduje się w nieskończonej przestrzeni, podlegającej wiecznej inflacji? Odpowiedzią jest probabilistyczny charakter powstawania wszechświatów bąbelkowych – działający tak samo, jak wszystkie inne procesy kwantowe. Podobnie jak w pomiarze kwantowym możemy otrzymać wiele różnych wyników o różnym prawdopodobieństwie wystąpienia, dzięki inflacji może powstać wiele różnych wszechświatów – tez o różnym prawdopodobieństwie powstania. Innymi słowy, stan kwantowy reprezentujący przestrzeń z wieczną inflacją jest superpozycją światów – lub gałęzi – będących różnymi wszechświatami, przy czym każda z tych gałęzi zawiera tylko obszar wewnątrz swego własnego horyzontu.

Ponieważ każdy z tych wszechświatów jest skończony, unikamy problemu przewidywalności, który pojawia się, gdy mamy do czynienia z nieskończenie wielką przestrzenią, otaczającą wszystkie możliwe wszechświaty. W takim podejściu wszechświaty nie istnieją równocześnie w rzeczywistej przestrzeni – one tylko współegzystują w „przestrzeni prawdopodobieństw”, czyli są możliwymi wynikami obserwacji, przeprowadzonych przez ludzi żyjących w każdym ze światów. W ten sposób każdy wszechświat – każdy możliwy wynik – zachowuje konkretną wartość prawdopodobieństwa swego powstania.

W tym obrazie zunifikowane zostały multiverse z wieczną inflacją i wiele światów Everetta. Kosmiczna historia wygląda zatem następująco: wieloświat rozpoczyna swoje istnienie w jakimś stanie początkowym i ewoluuje, tworząc superpozycje wielu rzeczywistości, na postawie planu jej Architekta, czyli człowieka świadomego możliwości kształtowania własnego multiverse.

Tę sytuację mamy w momencie naszych narodzin, kiedy wraz z upływem czasu naszymi decyzjami lub pod wpływem losowych czynników, tworzymy coraz więcej superpozycji stanów, które odzwierciedlają nasze plany oraz działania. I kiedy człowiek posiada już wiedzę o możliwości świadomego kreowania swojego życia, jako ciągu superpozycji, określonych wolą działającego, odzyskuje pełną samokontrolę nad sobą i swoim życiem.

Zgodnie z nowym obrazem, nasz świat jest tylko jednym ze wszystkich możliwych światów, których istnienie dopuszczają fundamentalne zasady fizyki kwantowej i które współegzystują równocześnie w przestrzeni prawdopodobieństw.

multiverse i droga do siebie

Z naszych doświadczeń wynika ponadto, że człowiek posiada kwantowy umysł, a dzięki wiedzy o nawigacji po multiverse przez bramy punktu zerowego, możemy świadomie kreować swoje zdrowie oraz przyszłość, która wykracza poza czas i przestrzeń obecnej inkarnacji.

Wstępem do przygody Multiverse jest medytacja 12 Wymiarów,
na którą zapraszamy już wkrótce.


STACJA Ø ~ Nadajemy Dobrą Falę!

Na podstawie artykułu, który ukazał się w „Świecie Nauki” 07/2017, str. 22 z redakcją własną, zaznaczoną w tekście kursywą. Oryginalny tytuł: „Kwantowy wieloświat”. Materiał z grupy badawczej quantum.merhlin.com.

YASUNORI NOMURA

Prof. fizyki, dyrektor Berkeley Center for Theoretical Physics na University of California w Berkeley. Jest również starszym naukowcem w Lawrence Berkeley National Laboratory i głównym badaczem w działającym przy Uniwersytecie Tokijskim Kavli Institute for the Physics and the Mathematics of the Universe.